Nie dalej jak rok temu, w niemieckich i zagranicznych mediach było bardzo głośnie odnośnie możliwego transferu Erlinga Haalanda do Bayernu.
Koniec końców wyścig o Norwega wygrał Manchester City, który zapłacił Borussii Dortmund około 60 milionów euro i zaoferował napastnikowi bardzo lukratywny kontrakt. Faktem jest jednak, że FCB starało się o Erlinga i było gotowe przekroczyć wszelkie finansowe granice.
Jak podkreślił z kolei nowy prezes „Bawarczyków”, czyli Jan-Christian Dreesen, klub prowadził dobre rozmowy z Haalandem, ale w pewnym momencie należało powiedzieć koniec, jako że pod uwagę należało już wziąć rozwagę ekonomiczną.
− Dobrze nam się rozmawiało. Ale w pewnym momencie trzeba postawić znak stop. Maksymalny sukces sportowy z solidnością ekonomiczną - w prostym języku oznacza to, że nadal staramy się kontrolować irracjonalność – powiedział Dreesen.
− Jeśli mamy być szczerzy, to i tak wszystko jest irracjonalne do granic szaleństwa. Te rzędy wielkości liczb - gdyby ktoś powiedział mi to dziesięć lat temu, nie uwierzyłbym. Ale dorośliśmy do tego i staramy się podchodzić do tego racjonalnie – mówił dalej.
− W każdym razie, musimy również stać się mądrzejsi w naszych interakcjach z Campusem. Dlatego zainwestowaliśmy dużo pieniędzy. Właśnie podpisaliśmy profesjonalny kontrakt z Tarekiem Buchmannem, utalentowanym obrońcą – podsumował Jan-Christian Dreesen.
REKLAMA
W swoim pierwszym sezonie gry dla Manchesteru City, Erling napisał wielką kartę w historii „The Citizens”. Wystarczy wspomnieć, że wraz z kolegami zdobył pierwszą w historii klubu potrójną koronę. Ponadto w 53 meczach o stawkę Haaland strzelił 52 bramki oraz zanotował 9 asyst.
Komentarze